|
|
#1. Przebieg mojego ¿ycia:
Urodzi³em siê w 1946 roku
w maleñkiej wioseczce jaka przez najd³u¿szy okres czasu nazywa³a siê
Wszewilki (wioska ta czêsto
zmienia³a nazwê). Jest ona zlokalizowana w po³udniowo-zachodnim obszarze
Polski (tj. niedaleko do Niemiec i Czech). Mój ojciec by³ mechanikiem
o tzw. "z³otych rêkach" - znaczy naprawia³ wszystko co siê popsu³o w
promieniu dziesi¹tków kilometrów od naszego domu, zaczynaj¹c od
zegarków i zegarów, poprzez rowery i ró¿ne maszyny, a skoñczywszy
na ogromnych silnikach gazowych jakie napêdza³y pompy w miejscowych
wodoci¹gach. (Faktycznie to by³ on nawet zatrudniony przez gazowniê w Miliczu
aby utrzymywa³ owe wodoci¹gi miejskie w stanie dzia³aj¹cym). Obecnie siê
zastanawiam, jak on w³aœciwie móg³ mnie tolerowaæ, jako ¿e cokolwiek
zreperowa³ jednego wieczora, natychmiast ja rozmontowywa³em to nastêpnego
dnia kiedy on by³ w pracy, aby zobaczyæ jak to dzia³a. Oczywiœcie,
nie zawsze te¿ zdo³a³em potem to posk³adaæ z powrotem tak aby dzia³a³o
jak powinno. (Szczególnie trudnymi do posk³adania tak aby potem
dzia³a³y okazywa³y siê ma³e zegarki. Po tym wiêc jak doœwiadczy³em
kilkakrotnie jak mój ojciec reaguje na widok rozmontowanych
zegarków które on naprawi³ jedynie noc wczeœniej, zwolna nauczy³em
siê powstrzymywaæ swoj¹ ciekawoœæ dowiedzenia siê co w³aœciwie
powoduje ¿e owe zegarki tykaj¹.) Moja matka by³a gospodyni¹
domow¹ - skromny geniusz matematyczny.
By³a ona w stanie liczyæ w pamiêci niemal tak samo szybko jak to
czyni¹ dzisiejsze komputery. Jej zdolnoœci obliczeniowe zawsze
szokowa³y sprzedawców w sklepach, dostarczaj¹c wiele uciechy mi
i mojej siostrze z któr¹ czêsto towarzyszyliœmy mamie w wyprawach
na zakupy. Moja edukacja pod¹¿a³a typowym kursem komunistycznej
Polski. Najpierw (w 1953 roku) zacz¹³em uczêszczaæ do szko³y
podstawowej w pobliskim Miliczu (w owym czasie maj¹cym oko³o
6000 mieszkañców). Ukoñczy³em ow¹ podstawówkê w 1960 roku. Potem
zacz¹³em uczêszczaæ do szko³y œredniej (od 1960 do 1964), któr¹
by³o Liceum Ogólnokszta³c¹ce w Miliczu. Maturê zda³em w 1964 roku.
Œwiadectwo maturalne upowa¿nia³o mnie do wstêpu na wy¿sze uczelnie.
Wybra³em studia na
Politechnice Wroc³awskiej,
która w owym czasie
by³a jedn¹ z najbardziej renomowanych uczelni w Polsce. (Na bazie
swojej obecnej znajmoœci poziomu nauczania w innych uniwersytetach
œwiata, ja osobiœcie wierzê, ¿e w owym czasie by³a ona najlepsz¹
uczelni¹ w Polsce, a jednoczeœnie jedn¹ z najlepszych uczelni na
œwiecie.) Przypada³o wówczas oko³o 12 kandydatów na ka¿de wolne
miejsce z owej Politechniki, st¹d jedynie zdanie egzaminów wstêpnych
okaza³o siê ogromnym sukcesem. Studiowa³em tam od 1964 roku do
1970 roku. Po otrzymaniu dyplomu owej politechniki, w 1970 roku
zosta³em przez ni¹ zatrudniony najpierw jako assystent sta¿ysta,
potem jako asystent, dalej jako starszy asystent, zaœ po obronie
pracy doktorskiej w 1974 roku - jako adiunkt ("adiunkt" w Polsce
jest odpowiednikiem dla tzw. "Reader" z angielskich uniwersytetów).
Potem tornado zmian politycznych zmiot³o Polskê. Zosta³em cz³onkiem
Solidarnoœci, zaœ kiedy Solidarnoœæ zosta³a utopiona, ja uton¹³em
wraz z ni¹. "Polowanie na czarownice" zosta³o rozpoczête. Jak to by³o
z ka¿dym by³ym dzia³aczem Solidarnoœci, moje ¿ycie znalaz³o siê wówczas
w niebezpieczeñstwie. Któregoœ dnia by³em nawet œcigany i niemal
postrzelony przez policjê. Z pomoc¹ dobrych przyjació³ zdo³a³em
opuœciæ Polskê i wyemigrowaæ do Nowej Zelandii - zanim re¿ymowi
uda³o siê mnie z³apaæ i wys³aæ na Syberiê. Wyl¹dowa³em w Nowej
Zelandii w 1982 roku. Moja pierwsza praca by³a tam na
Canterbury University
w Christchurch. Potem pracowa³em w
Southland Polytechnic
z Invercargill. Nastêpnie na
Otago University
w Dunedin. Tu¿ przed
tym kiedy pierwsze oznaki depresji ekonomicznej uderzy³y Now¹ Zelandiê,
w 1990 roku straci³em pracê na Otago University. Przez nastêpne
2 lata by³em bezrobotnym. W koñcu, w 1992 roku zdecydowa³em siê
opuœciæ Now¹ Zelandiê oraz szukaæ chleba poza jej granicami.
Podpisa³em kontrakty na profesury uniwersyteckie najpierw na
Eastern Mediterranean University
z miasta Famagusta na Pó³nocnym Cyprze, potem na
University Malaya
w Kuala Lumpur, Malazja, w koñcu zaœ na
University of Malaysia Sarawak
z miasta Kuching na tropikalnej Wyspie Borneo. Po tym jednak jak "Kryzys Azjatycki"
obezw³adni³ tak¿e i Malazjê, poczynaj¹c od 1999 roku uda³o mi siê
zabezpieczyæ dla siebie pracê w Nowej Zelandii. Niestety nast¹pi³o
to za s³on¹ cenê. Wszak¿e rolniczo nastawiona Nowa Zelandia nie potrzebuje
ludzi z moj¹ ekspertyz¹ techniczn¹. St¹d oddawa³a mi wielk¹ przys³ugê
¿e wogóle mia³a jakieœ zatrudnienie dla mnie. Wyl¹dowa³em wiêc na
najni¿szej pozycji akademickiej jaka by³a dostêpna na maleñkiej
Aoraki Politechnice
z miasteczka Timaru. Niestety, pod koniec 2000 roku zosta³em
zwolniony z nawet owej najni¿szej pozycji. Powodem zwolnienia
jaki wówczas mi zakomunikowano, by³ raptowny i niespodziewany
spadek liczby studentów na owej politechnice. Od dnia 12 lutego 2001
roku zacz¹³em pracowaæ jako akademik (po angielsku: "academic
staff member") w
Wellington Institute of Technology
zlokalizowanym na przedmieœciu stolicy Nowej Zelandii, czyli w Petone
pod Wellington - tak¿e bêd¹c zatrudniony na najni¿szej pozycji
akademickiej jaka by³a tam dostêpna. W Wellington pracowa³em a¿
do 22 lipca 2005 roku, kiedy to zwolniono mnie z pracy z wyjaœnieniem
¿e liczba studentów tej uczelni raptownie spad³a. Faktycznie te¿ ów
spadek by³ tak znaczny, ¿e sta³ siê ³atwym do odnotowania nawet
go³ym okiem - od pocz¹tka 2005 roku uczelnia ta sta³a siê niemal
zupe³nie pusta. W chwili obecnej zajmujê siê szukaniem swojej
nastêpnej pracy.
|
#2. Wyk³adanie w wielu zak¹tkach œwiata:
W Polsce lat 1970-tych u¿ywane by³o
powiedzenie "¿yczê ci abyœ ¿y³ w interesuj¹cych czasach". (Mia³o ono jakoby
pochodziæ z Chin, jednak ja spêdzi³em wiele czasu wœród Chiñczykow
i ¿aden z nich nigdy o nim nie s³ysza³.) By³o ono grzeczn¹ form¹
naubli¿ania komuœ. Zamiast bowiem kogoœ przeklinaæ, czy wysy³aæ
go do piek³a, Polacy w owych czasach zwykli grzecznie mu ¿yczyæ
aby "¿y³ w interesuj¹cych czasach". Otó¿ moje ¿ycie okazuje siê byæ
w³aœnie takim. Ja "¿yjê w interesuj¹cych czasach", a tak¿e mam
"interesuj¹ce ¿ycie". Chocia¿ nigdy o nie siê nie prosi³em, los
da³ mi okazjê ¿ycia, zarabiania na siebie, oraz dokonywania badañ
naukowych poœród wielu interesuj¹cych ludzi i w wielu interesuj¹cych
krajach œwiata, jakie s¹ zlokalizowane w odleg³ych obszarach naszej
planety. Tak¿e moje ¿ycie okaza³o siê pe³ne przygód, ci¹g³ych zmian,
wydarzeñ, itp. I tak, przez okres nie krótszy od jednego roku ¿y³em,
prowadzi³em badania, oraz wyk³ada³em w Polsce, Nowej Zelandii,
Pó³nocnym Cyprze, l¹dowej Malezji, na malezyjskim Borneo, oraz
ponownie w Nowej Zelandii (po powrocie do Nowej Zelandii w 1999 roku,
filozoficznie i ekonomicznie okaza³a siê ona byæ ju¿ zupe³nie innym krajem,
ni¿ ten jaki opuœci³em w 1992 roku w poszukiwaniu chleba). Ponadto
wizytowa³em naukowo Niemcy Wschodnie
(przez 2 miesi¹ce), Bu³gariê (przez 1 miesi¹c), oraz Czechos³owacjê
(przez 2 tygodnie). Oczywiœcie, musimy tutaj pamiêtaæ, ¿e zarabianie
na ¿ycie w jakimkolwiek kraju dostarcza ca³kowicie odmiennych
doœwiadczeñ ni¿ zwyk³e odwiedzenie tego kraju jako turysta.
* * *
Powy¿sze interesuj¹ce ¿ycie wêdrownego
wyk³adowcy jest uzupe³niane równie interesuj¹c¹ prac¹ w przemyœle. Przez wiele
lat by³em doradc¹ naukowym w najwiêkszym polskim zak³adzie produkuj¹cym
komputery, mianowicie w MERA-ELWRO (to w³aœnie stamt¹d wywodzi siê moja
ekspertyza komputerowa). Faktycznie, kiedy zaczyna³em tam pracowaæ,
MERA-ELWRO by³a te¿ najwiêksz¹ fabryk¹ komputerów we Wschodniej Europie.
Niestety, potem zak³ad ten zosta³ zlikwidowany - nie mogê wiêc obecnie
podaæ tutaj linku do jego strony internetowej. Jedyne co po nim przetrwa³o
to miniaturowy zak³ad us³ugowy który nosi nieco podobn¹ nazwê
Elwro-System,
jednak który wcale nie reprezentuje tradycji oryginalnego Mera-Elwro.
Potem by³em konsultantem naukowym w ogromnej fabryce produkuj¹cej
autobusy i ciê¿arówki, równie¿ zlokalizowanej w Polsce a nazywaj¹cej
siê wówczas
POLMO-JELCZ.
Zatrudnia³a ona wtedy oko³o 12 000 pracowników. Faktycznie te¿, kiedy
ogl¹dam siê teraz do ty³u, wówczas widzê ¿e wiêkszoœæ mojego ¿ycia
spêdzi³em na przenoszeniu siê z miejsca na miejsce i na zmienianiu
pracy (ale nie z w³asnej woli). Istnieje powiedzenie "zmiana jest
przypraw¹ ¿ycia" (po angielsku: "variety is a spice of life").
Jednak jak wiele przypraw cz³owiek jest w stanie prze³kn¹æ.
|
Zauwa¿ ¿e mo¿na zobaczyæ powiêkszenie
ka¿dej fotografii z niniejszej strony internetowej, poprzez zwyk³e klikniêcie
na t¹ fotografiê. Ponadto wiêkszoœæ browserów jakie obecnie s¹ w u¿yciu, w³¹czaj¹c
w to tak¿e popularny "Internet Explorer", pozwala tak¿e na
za³adowanie ka¿dej ilustracji do swojego
w³asnego komputera, gdzie mo¿na jej siê do woli przygl¹daæ, gdzie daje siê j¹
redukowaæ lub powiêkszaæ, a tak¿e drukowaæ, za pomoc¹ posiadanego przez siebie
software graficznego.
Oto moje najnowsze zdjêcie. Wykona³em je w dniu 19 lipca 2004 roku dla
dowodu osobistego. Odzwierciedla ono dosyæ dobrze jak obecnie wygl¹dam.
Oto ja (Dr Jan Paj¹k) w tzw. "moœcie po niebie" (tj. "sky bridge") z 42 piêtra
KLCC. Sfotografowany 30 grudnia 2002 roku. Nazwa KLCC u¿ywana jest dla dwóch
drapaczy chmur skonstruowanych jako "bliŸniaki" (tj. "twin towers") w centrum
Kuala Lumpur, Malaysia. S¹ one jedynymi "bliŸniakami" na œwiecie które
ci¹gle stoj¹, a które nale¿¹ do ekskluzywnego klubu najwy¿szych budynków
œwiata. Ów "most po niebie" ³¹czy ze sob¹ te dwa drapacze chmur na nieco mniej
ni¿ po³owa ich wysokoœci. Pozycja owego "mostu po niebie" jaki ³¹czy obie
wie¿e jest lepiej widoczna na nastêpuj¹cym zdjêciu pokazuj¹cym ca³e KLCC.
* * *
Tak na marginesie, to KLCC jest
jednym z cudów technicznych dzisiejszego œwiata. Dlatego jeœli ktoœ jest ju¿
w Kuala Lumpur, lub gdzieœ blisko tej metroplii, wówczas gor¹co bym
zachêca³ aby odwiedziæ te drapacze chmur i zobaczyæ je na w³asne oczy.
|
#3. Powtarzalne wzloty i upadki:
Jeœli ktoœ móg³by kiedykolwiek
zostaæ rozgrzeszony za posiadanie fatalistycznego spojrzenia na ¿ycie,
prawdopodobnie by³bym to ja. Wszak¿e ca³e moje ¿ycie sk³ada siê z niekoñcz¹cych
siê cykli wzlotów i upadków. Jakikolwiek obszar mojego ¿ycia nie by³by
rozpatrywany, zawsze toczy siê on zgodnie z tym samym wzorcem.
Mianowicie, najpierw wolno i pracowicie budujê jakieœ osi¹gniêcia
w owym obszarze. Potem zaœ przychodzi jakaœ dziwna katastrofa
która rujnuje mi wszystko, tak ¿e zmuszony jestem zaczynaæ ponownie
od samego pocz¹tka, itd., itp. Faktycznie te¿ wszystkio to wygl¹da tak
jakby niewidzialne "szatañskie istoty" zawsze pod¹¿a³y moimi œladami
przez ca³e moje ¿ycie i upewnia³y siê ¿e wszystko co mozolnie budujê
szybko ponownie siê zawala. Rezultat jest taki, ¿e jak dotychczas nigdy
nie posiada³em w³asnego domu, ¿e wiêkszoœæ czasu ca³y mój dorobek
¿yciowy musia³ dawaæ siê za³adowaæ do jednej walizki, ¿e po
wyemigrowaniu z Polski œredni okres mojego zatrudnienia w tej
samej instytucji nie przekracza 3 lat, a tak¿e ¿e nigdy nie
wiedzia³em, ani nie wiem, co przytrafi mi siê ju¿ jutro.
Aby dostarczyæ tutaj
przyk³ad mechanizmu owych nieustannych wzlotów i upadków, przegl¹dnijmy
wspólnie historiê moich zatrudnieñ, które (jak wszystko inne w
moim ¿yciu) tak¿e im podlega. Najpierw mia³em daj¹c¹ du¿o osobistej
satysfakcji pracê naukowca przecieraj¹cego nowe szlaki na Politechnice
Wroc³awskiej (Polska). Szybko awansowa³em po akademickiej drabinie,
zaczynaj¹c pracê jako m³odszy asystent, zaœ w przeci¹gu 4 lat osi¹gaj¹c
poziom adiunkta (tj. najwy¿sz¹ pozycjê któr¹ bezpartyjni naukowcy
mogli zajmowaæ w komunistycznej Polsce). Potem, kiedy czasy zaczê³y
siê stopniowo zmieniaæ, zaœ mo¿liwoœci dalszych promocji zwolna by³y
wypracowywane, zmuszony zosta³em do uciekania z Polski, jako ¿e mojemu
¿yciu zagrozi³o niebezpieczeñstwo. W Nowej Zelandii ponownie wiêc
zacz¹³em od samego pocz¹tka. Pocz¹tkowo by³em tzw. "Post-Doctoral Fellow"
na University of Canterbury, potem zosta³em starszym wychowawc¹ (po angielsku
Senior Tutor) na politechnice w Southland, potem zosta³em "Senior Lecturer"
na University of Otago. Kiedy jednak zaczê³y siê dla mnie otwieraæ szanse
na osi¹gniêcie nawet wy¿szej pozycji w Nowej Zelandii, nagle zosta³em
wyrzucony z pracy (za badania eksplozji Tapanui) i zosta³em
bezrobotnym. Z czasem zmuszony te¿ by³em uciekaæ z Nowej Zelandii dla
znalezienia chleba. Podpisa³em trzy kolejne kontrakty na pozycje
profesora nadzwyczajnego (po angielsku: Associate Professor). Kiedy
jednak w 1998 roku z³o¿y³em podanie na pozycjê profesora zwyczajnego,
oraz w³aœnie mia³em pozycjê t¹ otrzymaæ, nagle tzw. "kryzys azjatycki"
(po angielsku "Asian Crisis") uderzy³, zaœ mo¿liwoœci dalszego zatrudnienia
w kraju jaki faktycznie potrzebowa³ kogoœ z moim rodzajem ekspertyzy
akademickiej natychmiast zniknê³y. Wróci³em wiêc do Nowej Zelandii
i zacz¹³em wszystko od pocz¹tku od najni¿szej pozycji akademickiej
jaka w owym czasie istnia³a w Nowej Zelandii.
W ten sposób, w obszarze
zawodowym do dzisiaj ju¿ trzykrotnie wpina³em siê do góry po drabinie
akademickiej i trzykrotnie spada³em na samo dno. Oczywiœcie, nie jestem
wykonany ze stali, dlatego ka¿dy upadek odczuwam dosyæ boleœnie.
W moim pierwszym wspinaniu siê po tej drabinie zdo³a³em dotrzeæ do
oko³o jej po³owy, zanim zniszczenie oryginalnej wersji "Solidarnosci" w Polsce
zrzuci³o mnie ponownie do pocz¹tkowego poziomu. W drugim wspinaniu
siê osi¹gn¹³em oko³o æwieræ wysokoœci tej drabiny, zanim zosta³em
bezrobotnym w Nowej Zelandii. Trzecie wspinanie siê po tej drabinie
akademickiej wynios³o mnie niemal do jej szczytu, jednak trzeci
upadek jaki po nim nastêpowa³ zepchn¹³ mnie do obecnej najni¿szej
pozycji ca³ego mojego ¿ycia. Stojê wiêc obecnie na poziomie zerowym
owej drabiny akademickiej, patrzê w górê ze zgroz¹, oraz filozoficznie
deliberujê co powinienem uczyniæ dalej. Czy powinienem przewartoœciowaæ
swoje cele ¿yciowe i filozofiê, zapomnieæ o zmaganiu, oraz w pokoju
odczekiwaæ na emeryturê na obecnej najni¿szej pozycji akademickiej
mojego ¿ycia. Czy te¿ powinienem podleczyæ rany z poprzednich upadków,
odbudowaæ swoj¹ energiê, zaœ po rozpoczêciu ponownego wspinania siê
zaryzykowaæ czwarty upadek w moim ¿yciu. Co ty czytelniku uczyni³byœ
na moim miejscu?
Na szczêœcie istnieje te¿
dobra strona w owych wszystkich moich nieustannych wzlotach i upadkach.
Jest ni¹ moja ekspertyza, jaka nieustannie siê powiêksza. (Chocia¿ mój
ojciec zwyk³ powiadaæ, ¿e "uczymy siê ca³e ¿ycie, a i tak umieramy
g³upcami".) Zaœ owo podnoszenie siê mojej ekspertyzy wcale nie
podlega okresowym upadkom, jak tamte materialne aspekty ¿ycia
to czyni¹. St¹d, jeœli kiedyœ mam pozostawiæ na Ziemi jakiœ œlad
po sobie, najprawdopodobniej œladem tym bêdzie coœ, co wynika z
mojego niezwyk³ego przebiegu ¿ycia, jakiego bez przerwy doœwiadczam.
|
#4. Doœwiadczenie wielu odmiennych kultur:
Podczas mojej interesujacej
kariery zawodowej mia³em okazjê pracowaæ w wielu odmiennych krajach,
jakie reprezentuj¹ ca³y szereg odmiennych kultur. To z kolei
pozwoli³o mi zgromadziæ prawdziwie wielokulturowe doœwiadczenia.
Znacz¹ca proporcja tych doœwiadczeñ zosta³a osi¹gniêta w krajach
Azjatyckich oraz w kulturach Orientu. Wszak¿e moje doœwiadczenie
zawodowe obejmuje zatrudnienie na uniwersytetach (lub na innych
uczelniach wy¿szych) Polski (przez 12 lat), Nowej Zelandii (przez
15 lat), Pó³nocnego Cypru - tj. Tureckiego (przez 1 rok), Malezji (przez 3 lata),
oraz Malezyjskiej czêœci Wyspy Borneo (przez 2 lata). Podczas owego
zawodowego wêdrowania po œwiecie zawsze stara³em siê braæ udzia³
we wszelkich wielorasowych obchodach i obrz¹dkach, szczególnie w
egzotycznej Malezji. W rezultacie, zdo³a³em zgromadziæ ogromn¹
pulê obserwacji na temat zwyczajów i kultur odmiennych narodów,
ich postaw filozoficznych, zasad zachowania siê, obszarów czu³oœci,
postêpowania, wierzeñ, religii, przes¹dów, zwyczajów, itp.
Gromadzi³em tak¿e przys³owia, mity, przes¹dy, oraz zwyczaje
ludowe najró¿niejszych narodów. Faktycznie te¿ druga ksi¹¿ka
jak¹ w 2003 roku razem z moim bratem zdo³aliœmy opublikowaæ w Polsce
w dwóch jêzykach pod tytu³em "Przys³owia Wschodu oraz z innych
stron œwiata - Proverbs of the Orient and from other corners
of the world", Poznañ (Adres wydawcy: "Wydawnictwo Poznañskie",
Ul. Fredry 8, 61-701 Poznañ), 2003 rok, ISBN 83-7177-273-4,
551 stron; zawiera kolekcjê oko³o 2700 przys³ów zaprezentowanych
w dwóch jêzykach - mianowicie po angielsku i po polsku. Owe
przys³owia zdo³a³em zakumulowaæ podczas ostatnich 12 lat moich
prac zawodowych w najró¿niejszych krajach. Znacz¹ca ich liczba
wywodzi siê z kultur Orientu i Azji, w³¹czaj¹c w to: Japoniê,
Koreê, Chiny, Malezjê, Dayaków z Borneo, oraz ca³y szereg innych.
|
Oto jak wygl¹da ok³adka naszej ksi¹¿ki o przys³owiach.
Razem z moim bratem opublikowaliœmy t¹ ksi¹¿kê w Polsce w 2003 roku.
Zawiera ona oko³o 2700 przys³ów. Ka¿de przys³owie jest zaprezentowane
w dwóch wersjach jêzykowych, mianowicie polskojêzycznej i angielskojêzycznej.
|
|
#5. Profesury w dwóch odmiennych dyscyplinach:
Prawdopodobnie nie istnieje
wielu uczonych, którzy zdo³ali zgromadziæ
a¿ tak ogromny zasób doœwiadczenia zawodowego jaki ja zakumulowa³em.
Aby podaæ tutaj konkretny przyk³ad, to zdo³a³em osi¹gn¹æ poziom
akademicki profesora nadzwyczajnego (po angielsku: Associate
Professor) w dwóch ca³kowicie odmiennych dyscyplinach zawodowych,
mianowicie w naukach komputerowych oraz w in¿ynierii mechanicznej.
Tak¿e mój doktorat (jestem przecie¿ doktorem nauk technicznych)
zosta³ wypracowany w owych dwóch dyscyplinach jednoczeœnie. Gdybym
przygotowa³ wykaz wszystkich przedmiotów jakie kiedykolwiek wyk³ada³em
w swoim ¿yciu, niemal z ca³¹ pewnoœci¹ wystarczy³oby to na stworzenie
niewielkiej politechniki. Faktycznie te¿ wierzê, ¿e pracowa³em na
jednej takiej maleñkiej politechnice (mianowicie w Timaru, Nowa
Zelandia) w jakiej ca³kowita iloœæ przedmiotów wyk³adanych by³a
mniejsza od liczby przedmiotów jakie ja wyk³ada³em w ca³ym swoim
¿yciu.
|
#6. Honory, stopnie, tytu³y:
Typowy przebieg studiów na Politechnice Wroc³awskiej
jakie ja ukoñczy³em zajmuje 6 lat dla mojej specjalizacji. Po tym jak
ukoñczy³em owe studia, otrzyma³em dwa stopnie, mianowicie Magistra i
In¿yniera (Mgr, in¿.).
* * *
Podczas ostatniego roku studiów
przyznano mi tzw. "Stypendium naukowe", jakie na Politechnice Wroc³awskiej
by³o zarezerwowane dla najbardziej wyró¿niaj¹cych siê studentów.
Owo stypendium posiada³o wpisany w siebie warunek, ¿e po zakoñczeniu
studiów Politechnika Wroc³awska rezerwuje sobie prawo do zatrudnienia mnie
jako pracownika dydaktycznego. St¹d natychmiast po ukoñczeniu studiów
zacz¹³em badania nad swoj¹ prac¹ doktorsk¹. Pracê t¹ ukoñczy³em ju¿
po 4 latach, broni¹c swego doktoratu w dniu 6 czerwca 1974 roku.
Doktorat da³ mi tytu³ naukowy "Doktora Nauk Technicznych". Przez nastêpne
4 miesi¹ce po obronie swego doktoratu by³em najm³odszym doktorem na
Politechnice Wroc³awskiej. Oczywiœcie, po obronie pracy doktorskiej
ci¹gle kontynuowa³em swoje badania i wyk³ady. W owym czasie moi
studenci przyznali mi tytul "wyk³adowcy roku". Tytu³ ten otrzyma³em
od nich w dwóch kolejnych latach tu¿ przed wyemigrowaniem z Polski.
* * *
Niezale¿nie od doktoratu, posiadam tak¿e
ca³y szereg innych tytu³ów i stopni, jakie wygl¹daj¹ dosyæ ³adnie opisane w ¿yciorysie.
Jeden z nich jest wynikiem obowi¹zkowej w ówczesnej Polsce s³u¿by wojskowej.
Pocz¹tkowo zacz¹³em ow¹ s³u¿bê jako saper. Z kolei g³ównym zajêciem saperów
jest budowanie mostów, dróg, lotnisk, uk³adanie pól minowych oraz póŸniejsze
rozbrajanie ich, wysadzanie w powietrze wszelkich przeszkód na drodze,
niszczenie starych bomb i pocisków, oraz wiele wiêcej. Kiedy dana armia
atakuje, saperzy id¹ przed jej czo³em, aby przygotowaæ drogê dla ciê¿kiego
sprzêtu wojennego. (St¹d saperom zwykle siê obrywa z obu walcz¹cych stron -
s¹ bici ogniem wroga jak i zasypywani "przyjacielskimi kulami" od swoich.)
Saperzy s¹ w³aœnie tymi wojskowymi o których popularne powiedzenie stwierdza,
¿e jakoby "pope³niaj¹ oni tylko jeden b³¹d w ca³ym ¿yciu". (Dzieje siê tak
poniewa¿ du¿a czêœæ ich obowi¹zków obejmuje rozbrajanie bomb, zaœ niemal
nikt nie prze¿ywa pope³nienia b³êdu z bomb¹.) St¹d ró¿ni sarkastyczni saperzy
dodawali do owego powiedzenia, ¿e owym jedynym b³êdem jaki pope³nili w
¿yciu by³o zostanie saperami. To w³aœnie podczas s³u¿by w saperach pozna³em
prawdziwe znaczenie angielskiego przys³owia "kiedy praca jest warta wykonania,
wówczas jest te¿ warta aby wykonaæ j¹ dobrze" (po angielsku: "when a work is
worth being done, it is worth being done well"). By³o tak poniewa¿ w owym
czasie wœród polskich saperów panowa³a d³uga tradycja, ¿e jeœli dana jednostka
¿o³nierzy zbudowa³a most, wówczas wszyscy ¿o³nierze szli pod ów most
kiedy pierwszy czo³g po nim siê przetacza³. (Ciekawe czy owa tradycja
przetrwa³a a¿ do dzisiejszych czasów demokracji i wolnoœci wypowiadania
siê.) Osobiœcie wierzê, ¿e niezapomniane uczucia jakich siê doœwiadcza
kiedy czo³g przetacza siê po moœcie jaki w³aœnie siê zbudowa³o, jaki
nie by³ jeszcze testowany, a pod jakim w³aœnie siê stoi razem w innymi
¿olnierzami, okaza³yby siê bezcenne dla tych wszystkich m³odych ludzi
którzy nie s¹ w stanie wykrzesaæ z siebie ¿adnych motywacji do dzia³ania.
W póŸniejszym stadium mojej s³u¿by wojskowej
w Polskiej armii, moje wysokie zdolnoœci techniczne zosta³y docenione
i zosta³em przeniesiony do "in¿ynierii uzbrojenia", znaczy do s³u¿by
która dzia³a jako wielko-skalowi zbrojmistrze, zajmuj¹c siê napraw¹
i utrzymywaniem w ruchu wszelkiego sprzêtu u¿ywanego przez innych
¿o³nierzy (jak czo³gi, dzia³a, broñ, œrodki transportowe, itp.).
Podczas owej obowi¹zkowej s³u¿by wojskowej w Polskiej armii zosta³em
promowany do stopnia oficerskiego, tak ¿e w czasie opuszczania Polski
by³em ju¿ podporucznikiem.
* * *
Poza Polsk¹ tak¿e dorobi³em siê
najró¿niejszych zaszczytów poprzez studiowanie, badania, oraz promocje
zawodowe. Dwa najbardziej istotne z nich by³y kiedy podczas swojej kariery
zawodowej osi¹gn¹³em poziom Profesora Nadzwyczajnego (po angielsku:
Associate Professor) w dwóch odmiennych dyscyplinach. St¹d moje
honory obejmuj¹ tak¿e miêdzy innymi tytu³y by³ego profesora
nadzwyczajnego w in¿ynierii mechanicznej, oraz by³ego profesora
nadzwyczajnego w naukach komputerowych.
* * *
|
Istnieje jeden honor jakiego
dost¹pi³em w swoim ¿yciu, a jaki jest szczególnie mi³y mojemu sercu.
Jest to moja ¿ona. Jej ojciec by³ jednym z owych
arystokratów ze Wschodu, który straci³ swoj¹ fortunê,
jednak utrzyma³ tytu³. St¹d moja ¿ona odziedziczy³a tytu³
"Szejka" od niego, jednak bez fortuny Szejka jaka by z tytu³em tym
siê wi¹za³a. (Dziêki Bogu, w przeciwnym wypadku ja nigdy
nie mia³bym mo¿noœci aby j¹ poznaæ, nie wspominaj¹c ju¿ faktu
¿e wówczas moja ¿ona zapewne by³aby rodzajem popsutej
bogaczki, niemo¿liwej do wspó³¿ycia ze zwyk³ym œmiertelnikiem.)
St¹d, ów honor jaki jest tak mi³y mojemu sercu, to ¿e
jestem mê¿em piêknej kobiety która nie tylko nosi tytu³
Szejka, ale równie¿ posiada i klasê Szejka. Ponadto, w
dzisiejszych trudnych czasach nasze ma³¿eñstwo jest
wysoce symboliczne. Udowadnia ono bowiem, ¿e kultura
Wschodu mo¿e wspó³istnieæ z kultur¹ Zachodu na zasadach
wzajemnej mi³oœci, poszanowania i pokoju, oraz ¿e ka¿da
z tych dwóch donios³ych kultur jest w stanie wzbogacaæ
¿ycie tej drugiej. Obecnie czêsto siê zastanawiam, jak
m¹¿ utytu³owanego Szejka powinien siê nazywaæ. Czy jest
on Szejkanek (po angielsku: Sheikher),
SzejkomoϾ (po angielsku: Sheikhness), czy
Szejkowski (po angielsku: Shaker)? A mo¿e
jeszcze coœ innego? Wszak¿e gdybym by³ mê¿em ksiê¿niczki
z, powiedzmy, Anglii, zwracanoby siê zapewne do mnie
"jego wielmo¿noœæ", "jego wysokoœæ", czy te¿ "jego
eminencja", nie zaœ: "hej ty Paj¹k"!
|
Ja w Rzymie z moim osobistym Szejkiem.
(Kliknij na to zdjêcie kiedy zechcesz je powiêkszyæ.)
|
|
|
|
Data zapocz¹tkowania budowy tej strony internetowej: 25 maja 2004 roku.
Data jej najnowszego aktualizowania: 14 sierpnia 2005 roku.
Oto liczniki odwiedzin tej strony:
|